Nazywanie

Piotr Filonowicz

 

Opisywanie improwizacji wolnej, czyli to, czym się obecnie zajmuję, jest zajęciem dość schizofrenicznym. Nazywanie to zabijanie. Prawdopodobnie dlatego tak bardzo dobrze czuję się w improwizacji wolnej, gdyż w czasie dzieciństwa i młodości cały czas kazano mi nazywać. Nazywanie natomiast – zwłaszcza nazywanie i definiowanie siebie – odczuwałem jako bolesne spłaszczanie.

W improwizacji nie używamy słów. Nie nazywamy. Nie definiujemy.

Najcenniejsze rzeczy, które wydarzają się w improwizacji, to są rzeczy, które wydarzają się w taki sposób, że właściwie nie wiem, co się wydarzyło. Improwizacja wolna polega na zaglądaniu w miejsca, których się nie zna. Jeżeli zatem staram się dostarczyć jakiegoś rodzaju receptę na to, w jaki sposób improwizować, w dużej mierze zamykam drogi do swobodnej improwizacji.

Warsztaty improwizacji wolnej są jednak bardziej dostarczaniem sposobności do improwizacji niż sposobów na nią. Takimi sposobnościami są z jednej strony menalne, głosowe i fizyczne rozgrzewki, czyli poszerzania możliwości, z drugiej natomiast ćwiczenia oparte na różnego typu ograniczeniach. Otwieranie i zamykanie nieustannie się ze sobą splata.

Opisuję, żeby zachęcić. Żeby lepiej zrozumieć. Żeby pozostawać w pobliżu impro wolnej.